niedziela, 23 października 2016

Bez przekonania

  Nie jestem wielbicielką letnich dzianin z włóczki. Ani szydełkowych, ani zrobionych na drutach. Może na kimś  jeszcze, jeszcze, ale sama nosić nawet najpiękniejszych jakoś nie umiem. Tegoroczne lato, w moich okolicach niezbyt gorące, ujawniło pewne braki w mojej szafie. Mówiąc wprost: zabrakło mi krótkiego, cienkiego sweterka, takiego do narzucenia na letnie sukienki, w neutralnym kolorze, pasującego niemal do wszystkich wzorków i kolorów. Wszczęłam poszukiwania: w grę wchodziła włóczka jedwabna, bawełna lub len. Kolor: szary. No i mam: Puro Lino  od Silke. Przyszło do mnie pocztą siedem ślicznych motków. Ślicznych, ale zupełnie nie nadających się na mój sweterek! No... i zamiast sweterka powstała bluzka, którą robiłam zupełnie bez przekonania, a  z przyjemnością noszę.





                                      


wtorek, 26 lipca 2016

Norma

 Odbyło się to tak, jak zawsze: chciałam wyrobić zalegające w szafie resztki włóczek. Znaleziony na Ravelry gotowy wzór, dzięki któremu miałam tego dokonać to Enchanted Mesa Stephena Westa. Jednak, jak to się często zdarza, po zrobieniu karczka musiałam dokupić włóczki na rękaw i dół swetra, a kolory użyte na karczek "zeszły" tylko w niewielkiej ilości. Tym sposobem nadal w mojej szafie zalegają resztki, których za jakiś czas...





niedziela, 15 maja 2016

O Dobrych Ludziach ciąg dalszy


  W drugiej paczce włóczki otrzymanej  od Dobrych Ludzi, znalazłam 6 dziewiczych motków włóczki o wdzięcznej nazwie "Stokrotka". Według nadruku na etykiecie owa "Stokrotka" to stuprocentowa anilana, wyprodukowana przez jeleniogórski Anilux, jednak na tej samej etykietce stemplami opisano zawartość paczki jako stuprocentową wełnę w kolorze szarym. I to chyba dostałam, bo włóczka w dotyku jest miękka, puszysta i delikatnie "podgryza". Po poprzednim nieco skomplikowanym projekcie poszłam na łatwiznę i powstał taki oto prosty kardigan.











niedziela, 3 kwietnia 2016

Shanty i o dobrych ludziach

  Od ostatniego wpisu minęło dużo czasu, dawno nic nie pokazałam. Nie dlatego, że nie miałam czego pokazać, ale  dlatego, że... ( i tu możecie sobie dopowiedzieć lub dopisać wszystko, co Was zapewne też bardziej absorbuje niż poświęcanie czasu na hobby). Co innego, w każdej wydartej codziennym obowiązkom chwili chwycić za druty lub szydełko, a co innego w miarę ciekawie o tym napisać. Przynajmniej ja tak mam. 
 Przez  wiele lat produkowałam dzianiny, proponowane przez różne kolorowe magazyny ( z niemieckojęzycznych  numerów Vereny, nie rozumiejąc ani słowa, odwzorowywałam z dużym powodzeniem co ciekawsze projekty),  szukałam inspiracji w zasobach Pinteresta a całkiem niedawno moja starsza córka pokazała mi RAVELRY. Przeglądając jego zasoby, moją uwagę przykuły Ice Shanty, projekt Amy Miller. Ciekawa forma swetra pełniącego funkcję kurtki-kangurki. Duuużo włóczki. Przed zakupem wzoru powstrzymał mnie jednak przerost kosztu włóczki nad formą. Do czasu. Dobrzy ludzie mi pomogli podjąć decyzję. Ci "dobrzy ludzie" to moi sąsiedzi, którzy po ok. 40 latach przechowywania, wydali mi (wiedząc, że dobrze się nimi  zaopiekuję) dwie paczki włóczki. Pierwsza z nich, to 10 jeszcze nie zwiniętych 100 gramowych motków z banderolą z czasów odległych ( jestem nieco sentymentalna, więc łza niemal w oku się kręci). Ilość i skład idealny na Shanty: 30% moher, 20% wełny i 50% anilany. Włóczka  przez tyle lat przechowywana w dobrych warunkach, po jednym praniu całkowicie odzyskała świeżość i właściwą strukturę. Nie miałam już wymówki: kupiłam wzór i wydziergałam. No, może trochę uprościłam sobie pracę. Tam, gdzie mogłam, łączyłam części, żeby uniknąć zszywania.