poniedziałek, 2 lutego 2015

Za ciosem

Jest zima, a ja powracam do wakacji i wakacyjnej podróży. O Pradze już pisałam. O powrocie z Pragi- nie. Otóż, zatrzymałam się na krótko u córci we Wrocławiu i korzystając z dobrodziejstwa urlopu ( obie miałyśmy dużo wolnego czasu) wybrałyśmy się do siedziby sklepu internetowego, w którym obie zaopatrujemy się we włóczki. Mogłam (ja, ponieważ córka moja tam pracuje i jest to jej chleb powszedni) dotknąć, pomacać i powąchać to, co dotychczas mogłam tylko obejrzeć w komputerze. W zasadzie jechałam tam gnana potrzebą stworzenia kolorowych, żakardowych mitenek z ciekawie dobranych odcieni a wyjechałam z dwoma pakietami włóczek na duże swetry. Pierwszy pakiet zawierał coś, co powaliło mnie na łopatki. Od pierwszego kontaktu wzrokowego wiedziałam, że muszę to mieć. Po dotknięciu było jeszcze gorzej. "Bez niej nie wyjadę!" pomyślałam. Włóczka nazywa się Patina z Atelier Zitron, jest to w 55% wełna merino, w 45% wiskoza, ma delikatny połysk i przepiękne kolory. Zakupiłam 9 motków w odcieniu ciemnego antracytu na sweter i  4 motki w odcieniu limonki na komin i.... mitenki. W tym samym sklepie kupiłam też guziki  idealnie pasujące do koloru włóczki. Sweterek (kardigan) chciałam jak najdłuższy,  więc najbezpieczniej robić go podobnie jak poprzedni, zaczynając od góry.











5 komentarzy: