niedziela, 15 czerwca 2014

Przeminęło z wiatrem?

Czasami potrzebuję sprawić sobie "coś". Coś, co podniesie upadające morale, pozwoli odbić się od życiowego dna. Oczywiście nie mam na myśli nowego samochodu czy choćby nowej książki tylko jakiegoś mało znaczącego "umilacza".Tym razem padło na sukienkę. Letnią.
 W sklepach w mieście, w którym mieszkam (około 20 tys. mieszkańców) znalazłam tylko pastelowe sukienki szyte w jednym fasonie. Trudno, widocznie taka moda. Tylko te kolory... Nic dla takiej "zimy" jak ja. Chyba muszę sobie sama uszyć, inaczej nic z tego nie będzie.Tylko pytanie: z czego? W moim mieście nie ma ani jednego sklepu z tkaninami (jest jeden z firankami, ale też nic ciekawego) Cóż... Pamiętam jedną elegantkę, która w trudnych czasach sprawiła sobie suknię ze starej kotary. Moja sukienka być może była kiedyś zasłonką (kawałek tej tkaniny otrzymałam od starszej córki) i może daleko mi do Scarlet O'Hara, ale poprawiłam sobie humor a o to przecież chodziło.














2 komentarze:

  1. Olu według mnie wyszło supr , i oczywiście tż miałam sukienkę z zasłonki mamy tylko w koloże soczystej zieleni .
    Kasia J

    OdpowiedzUsuń
  2. Olu, bardzo zaczyna nam się podobać Twoje pisanie i efekty pracy, która i nam nie jest obca, choć na blogu piszemy o zupełnie odmiennej aktywności.
    Serdecznie pozdrawiamy z Lubina!

    OdpowiedzUsuń