środa, 25 czerwca 2014

Jak to ze lnem było

Już kilka lat leżał sobie spokojnie w mojej szafie. Przyjechał do mnie z Białorusi. Moja starsza córka oddelegowana została przez Dom Edyty Stein do poprowadzenia warsztatów rękodzielniczych właśnie tam. Tam, poza wspaniałymi ludźmi,  ich zwyczajami i kulturą znalazła wspaniałe tkaniny lniane w rzadko spotykanych barwach i deseniach. Po powrocie obdarowała mnie kuponem lnu w pięknym oliwkowym kolorze. Długo trwało podjęcie decyzji, co z niego uszyć? Miała być sukienka. Wyszło coś innego. Został jeszcze spory kawałek.Może jeszcze coś uszyję?






4 komentarze:

  1. Czekam na więcej, pozdrawiam:) i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kolor absolutnie nie mój, ale krój idealny - mój wymarzony :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolor świetny tylko nie każdemu pasuje tak jak tobie ,krój zgadzam się idealny też bym chętnie przysposobiła może uchylisz rąbka tajemnicy skąd bierzesz wykroje bo twoja sukienka też jest super. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten kolor wybrała dla mnie moja córka i jest to raczej "jej" kolor ( potwierdzenie na http://2prawerece.blogspot.com/ ). Kroje są kombinacją wykrojów ze starych wydań Burdy.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń