poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Z winy dzieci

To wszystko przez moje dzieci. A może dla moich dzieci?  Całej trójki. Kazały mi. Nigdy nie potrafiłam "chwalić się" i dlatego jest mi trudno. Uhhh! Może jakoś pójdzie...
Właściwie nie pamiętam od czego się zaczęło. Chyba od szycia. Później były druty, haft i cała reszta.
Codziennie "coś". Malutkiego, co cieszy oczy i duszę następnego dnia. Czym można obdarować kogoś bliskiego albo poratować w potrzebie. Coś, co nie zniknie w mgnieniu oka jak ugotowany obiad lub porządek w pokoju dzieci.
Moje dzieci uświadamiają mi, że powinnam się pochwalić tym co robię. Twierdzą, że mam czym. Nie wiem czy jest  to obiektywna ocena czy bezkrytycyzm wobec rodzicielki.