niedziela, 24 sierpnia 2014

Praskie wakacje

Pojadę do Pragi. W pierwszej połowie sierpnia mam zawsze urlop. Razem z córką (starszą) i przyszłym zięciem zaplanowaliśmy  wspólny wyjazd do stolicy Czech. Blisko, pięknie, tanio i sympatycznie. Postanowiłam dobrze przygotować się do tego wyjazdu. Lista praskich atrakcji i wygodne buty, duża wygodna torba... No i tu problem. Torba. Żadna z tych, które mam w szafie nie spełnia kryteriów. Zatem trzeba coś nowego. Tylko co? Pomysł zaczerpnięty z pinterestowych zasobów, reszta moja własna. Kawałek tkaniny obiciowej (resztka z tapicerowania mojego ulubionego fotela), rączki odprute od starej torby, kawałek czarnego płótna do wykończenia w środku. Samo szycie bardzo proste, ale jakże przyjemne.W środku są dwie kieszonki: jedna duża z zamkiem i druga mała na telefon. I jeszcze coś: przy dnie wszyłam szeroki na 15 cm pasek unieruchamiający butelkę z wodą. Zaufany szewc nabił nowe nity wzmacniając uchwyty i torba gotowa. I pojechałyśmy. Było nam razem bardzo dobrze i pewnie jeszcze gdzieś razem pojedziemy.












niedziela, 13 lipca 2014

Klasyk

Szukałam w Słowniku Języka Polskiego, co właściwie to słowo oznacza. "Zaliczany do wzorcowych, uznanych". Mój Słownik jest dawno wydany i to rozwinięcie "klasyka" trochę jakby mało mówi, czegoś mi brakuje. Dla mnie klasykiem  stylu i epoki Flower Power są niewątpliwie okulary-lenonki. Chyba zawsze miałam w szufladzie chociaż jedną parę a wraz z pojawianiem się na tym świecie moich dzieci, przybywało po parze dla każdego z nich. Kiedyś ktoś mi powiedział, że kiedy zakładam te okulary, obojętnie co na siebie włożę już jestem "ubrana".Tu, uzupełniłam garderobę swetrem zrobionym z duńskiej mieszanki bawełny z lnem. To też chyba klasyk.










środa, 25 czerwca 2014

Jak to ze lnem było

Już kilka lat leżał sobie spokojnie w mojej szafie. Przyjechał do mnie z Białorusi. Moja starsza córka oddelegowana została przez Dom Edyty Stein do poprowadzenia warsztatów rękodzielniczych właśnie tam. Tam, poza wspaniałymi ludźmi,  ich zwyczajami i kulturą znalazła wspaniałe tkaniny lniane w rzadko spotykanych barwach i deseniach. Po powrocie obdarowała mnie kuponem lnu w pięknym oliwkowym kolorze. Długo trwało podjęcie decyzji, co z niego uszyć? Miała być sukienka. Wyszło coś innego. Został jeszcze spory kawałek.Może jeszcze coś uszyję?






niedziela, 22 czerwca 2014

Jedwab, turkus i cynamon

 Wszystkie lubię jednakowo. Może nawet więcej niż "lubię". Moja skóra dobrze się czuje w jedwabiu, lnie, bawełnie, wełnie. Turkus to mój ulubiony kamień do produkcji ozdób a cynamon uwielbiam za piękny kolor, smak i aromat. Mój ostatni  "udzierg" łączy to co lubię: doskonałość jedwabiu (Bourette Campolmi  100% jedwabiu, około 180g ) i barwę cynamonu. Naszyjnik  to turkusy naturalne z niewielkim dodatkiem oksydowanego srebra.




niedziela, 15 czerwca 2014

Przeminęło z wiatrem?

Czasami potrzebuję sprawić sobie "coś". Coś, co podniesie upadające morale, pozwoli odbić się od życiowego dna. Oczywiście nie mam na myśli nowego samochodu czy choćby nowej książki tylko jakiegoś mało znaczącego "umilacza".Tym razem padło na sukienkę. Letnią.
 W sklepach w mieście, w którym mieszkam (około 20 tys. mieszkańców) znalazłam tylko pastelowe sukienki szyte w jednym fasonie. Trudno, widocznie taka moda. Tylko te kolory... Nic dla takiej "zimy" jak ja. Chyba muszę sobie sama uszyć, inaczej nic z tego nie będzie.Tylko pytanie: z czego? W moim mieście nie ma ani jednego sklepu z tkaninami (jest jeden z firankami, ale też nic ciekawego) Cóż... Pamiętam jedną elegantkę, która w trudnych czasach sprawiła sobie suknię ze starej kotary. Moja sukienka być może była kiedyś zasłonką (kawałek tej tkaniny otrzymałam od starszej córki) i może daleko mi do Scarlet O'Hara, ale poprawiłam sobie humor a o to przecież chodziło.














sobota, 31 maja 2014

Tęcza bez kropli wody

W ciągu ostatnich lat dużo pracowałam w nowych technikach. Aż, znudziwszy się udziwnieniami, zapragnęłam powrócić do dziergania na drutach. Pragnienie to podsycało dotarcie do rewelacyjnych materiałów  Moje najstarsze dziecię obdarowało mnie pakietem wspaniałej gatunkowo i zabawnej w kolorach włóczki. Kraj pochodzenia: Estonia! Skład: 100% wełna. Nieco "gryzie" ale dla mnie to zaleta, a nie wada.Wzór? Przy takiej kolorystyce możliwie najprostszy. Efekt, jak widać, cieszy mnie bardzo!






poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Z winy dzieci

To wszystko przez moje dzieci. A może dla moich dzieci?  Całej trójki. Kazały mi. Nigdy nie potrafiłam "chwalić się" i dlatego jest mi trudno. Uhhh! Może jakoś pójdzie...
Właściwie nie pamiętam od czego się zaczęło. Chyba od szycia. Później były druty, haft i cała reszta.
Codziennie "coś". Malutkiego, co cieszy oczy i duszę następnego dnia. Czym można obdarować kogoś bliskiego albo poratować w potrzebie. Coś, co nie zniknie w mgnieniu oka jak ugotowany obiad lub porządek w pokoju dzieci.
Moje dzieci uświadamiają mi, że powinnam się pochwalić tym co robię. Twierdzą, że mam czym. Nie wiem czy jest  to obiektywna ocena czy bezkrytycyzm wobec rodzicielki.